Zaufać intuicji
Tuż pod koniec ciąży, przeżyłam moment niepokoju. Nagle zorientowałam się, że oto życie zaczyna dziać się naprawdę. W tamtej chwili przestraszyłam się, że sobie nie poradzę. Obawiałam się, że nie będę umiała dobrze zaopiekować się swoim dzieckiem. Najmocniej tego, że nie będę rozumiała, co chce mi przekazać. Przecież ja nic nie wiem, nic nie umiem…
A zaraz potem, nagle, przyszedł wewnętrzny spokój. Zobaczyłam w sobie prostą odpowiedź na wszelkie wątpliwości: „Wiesz więcej niż ci się wydaje. Umiesz.”
Z taką pewnością mogła mówić tyko moja intuicja.
Zaufałam jej.
Tuliłam i nosiłam Milenkę od pierwszego dnia. Już w szpitalu spałam z nią w jednym łóżku. Dość szybko nauczyłam się czytać jej sygnały. Wsłuchiwałam się w nią, a ona w stosunku do mnie i mojej nieporadności była bardzo cierpliwa. Uczyłyśmy się siebie nawzajem i lęku było coraz mniej.
Najbardziej bałam się zasypiania, również okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.
Milena od początku zasypiała przy piersi podczas karmienia. I taki stan bardzo nam odpowiadał. Odpowiada do tej pory.
A mimo to, wokół nas zaroiło się od złych podszeptów, zdziwienia, oburzeń i krytyki:
„Kto to widział? Taka duża dziewczyna i zasypia przy piersi?”, „Widzisz, teraz nigdzie się nie ruszysz, tak ją przyzwyczaiłaś”, „Powinnaś ją zacząć oduczać takiego spania, musi nauczyć się sama”, „Nosisz ją, przytulasz, zobaczysz, będzie problem”, „Popłacze, wypłacze się i uśnie, krzywda się jej nie stanie”.
To zupełnie naturalne, że takie sugestie wzbudziły we mnie wątpliwości: czy aby na pewno dobrze robię? Przecież mówią mi to doświadczone matki… a ja to doświadczenie dopiero zdobywam, każdego dnia uczę się na błędach. Kolejny podszept: ja też jestem matką…
Znów wsłuchałam się w siebie. Znów znalazłam to silne przekonanie, że postępuję dobrze, w zgodzie ze sobą i z własnym sercem. Gdybym posłuchała tych „rad” czułabym się źle sama ze sobą.
Przypomniał mi się Erich Fromm: „Matka jest ciepłem, matka jest pokarmem, matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa”. Tak, jestem matką! Moja intuicja nie pozwoliła mi zwątpić.
Od paru dni najedzona Milenka wypuszcza z ust pierś, kładzie głowę na moich kolanach i patrzy w moje oczy. Głaszczę ją po plecach, a ona leży tak chwilę, oddychając spokojnie. Przymyka powieki i po chwili już śpi.
Nie męczę się ani ja, ani Milena - wbrew powszechnym obawom, że przez taki sposób kładzenia spać córkę rozpuszczę a siebie ubezwłasnowolnię, że nie ucząc jej samodzielnego zasypiania nie nauczę jej samodzielności w ogóle.
Wierzę, że odpowiadając na jej potrzebę bliskości, przygotowuję Milenę do tego, by zaczęła zasypiać sama. Bez łez, bez krzyku, bez stresu. W zgodzie z jej własnym rytmem. Wtedy gdy będzie na to gotowa.
Dając jej bliskość, daję poczucie bezpieczeństwa niezbędne do samodzielności.
A wszystko dzięki słuchaniu intuicji.
Kasia, mama Milenki (9 miesięcy)
