Używacie łóżeczek?
Używacie łóżeczek? Bo ja już nie. A oto moja historia.
Kiedy zostałam mamą, w pokoju stanęły 2 łóżeczka dla moich dwóch skarbów: Hani i Maciusia. Po całym dniu różnych atrakcji - karmienia, przewijania, zabawiania - przychodził czas na kąpiel i sen. Padając ze zmęczenia na nos, co wieczór zadawałam sobie pytanie, czy te dzieci kiedyś zasną.
Córeczka miała wbudowany czujnik na materacyk w łóżeczku. Wystarczyło, że przez sen poczuła, że to już nie ręce mamy, i wybudzała się z płaczem. Synek miał trudności z przejściem ze stanu czuwania do snu, robił to też bardzo niechętnie. Po godzinie, dwu usypiania stawał się cud i dzieci zasypiały na noc. Odkładałam je do łóżeczek, jednak w nocy każde miało średnio po trzy pobudki na karmienie. Brałam do siebie to, które akurat płakało, a odkładałam to, które było przy mnie i już nie płakało. Czasem trzeba było brać dwójkę na raz. Przez rok spałam po 3 - 4 godziny na dobę.
Po roku dzieci stały się bardziej mobilne i zaczął się problem z utrzymaniem ich w łóżeczkach. Po wieczornym karmieniu miały same uczyć się zasypiać. Tymczasem one nie chciały być same. Siedzenie przy łóżeczkach, tłumaczenie, że to już pora snu, wcale nie pomagało. Próbowałam rad z książki „Każde dziecko może nauczyć się spać”. Okazało się jednak, że gdy w pokoju zostaje dwójka dzieci, a nie jedno, to o spaniu nawet nie ma co marzyć, za to jest wzajemne nakręcanie się.
Materac z małżeńskiego łoża wylądował na podłodze, a ja dojrzałam do spania z dziećmi. Że też na to wcześniej nie wpadłam! Wreszcie i mnie, i dzieciom było dobrze. Mnie, bo mogłam od razu zasnąć. Dzieciom, bo mogły się wtulić i poczuć bezpiecznie. Zmęczenie odsypiałam jeszcze przez rok.
Przy następnym dziecku, mój nocny wypoczynek stał się priorytetem. W dzień przy trójce małych dzieci nie mogłam sobie pozwolić na brak formy. Zatem Kasia nie spała w łóżeczku, tylko ze mną. Kasi nie usypiałam, zwyczajnie szła spać kiedy i ja szłam spać. Nie było też płaczu w nocy. Karmiłam małą przez sen jak tylko mocniej się powierciła. A ja się wysypiałam.
Hania z Maćkiem też spali razem z nami, bo przy rodzicu „duchy i potwory” nie są takie straszne. Dzięki temu liczbę nocnych pobudek zredukowałam do minimum, na picie albo siusiu. Łóżeczko stało się jedynie dekoracją pokoju, a gdy Kasia podrosła - chwilowym kojcem.
Kiedy na świecie pojawił się Jacuś, łóżeczko już nie było nam potrzebne. Mimo zdziwienia osób postronnych: „jak tak można mieć niemowlę bez łóżeczka?!” Śpimy razem. Ja uwielbiam go przytulać, a on nie chce spać sam. Już usłyszałam, że go tak nauczyłam. Nie.
Ja go nie nauczyłam samotnego spania w łóżeczku. Nie widzę powodu by nie dawać mu swojej bliskości, skoro tego potrzebuje.
Joasia, mama Hani(7 lat), Maćka (7 lat), Kasi (4 lata) i Jacka (1,5 roku)
