Tulimy!

O tym, jak ważna jest bliskość, wiedzą nawet Teletubisie. Bohaterowie angielskiej bajki w każdym odcinku przytulają się wołając: „Tulimy!”


Ojcostwo okazało się przygodą, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Od początku zdawaliśmy sobie z żoną sprawę, że trafił się nam wyjątkowo udany egzemplarz dziecka. Moja córka Karolina jest spokojną i pogodną dziewczynką, podręcznikowym aniołkiem. Ale jestem pewien, że to nie zasługa genów jedynie i że nie tylko jej łagodny temperament sprawia, że jest taka zrównoważona. Widzę, jak nasze zaangażowanie w zaspokajanie jej potrzeb przynosi ogromne efekty i ma realny wpływ na jej emocjonalny rozwój. Od pierwszych chwil życia naszej córki staraliśmy się wsłuchiwać w jej komunikaty. NIGDY nie ignorowaliśmy płaczu, odpowiadamy na każde żądanie bliskości, piersi (tu naturalnie Mama jest jedyną odpowiedzią), każdą chęć oglądania świata z rąk Taty lub Mamy (chusta bardzo pomaga), czy potrzebę towarzystwa przy zasypianiu.

Na początku nie łatwo było nam, kompletnie niedoświadczonym rodzicom, odnaleźć się w świecie niemowlaka. Staraliśmy się działać intuicyjnie, ale często echa zasłyszanych stereotypów, utartych opinii, nawet rad innych rodziców, kołatały się w naszych głowach i siały niepokój i niepewność, czy postępujemy słusznie. Jedną z rzeczy, która nas nurtowała, była kwestia zasypiania przy piersi. Karolka tylko w ten sposób potrafiła zasnąć. Z jednej strony wydawało nam się to naturalne, że skoro tego wymaga, znaczy. że tego potrzebuje. Niemowlę nie potrafi „manipulować”, jak się powszechnie uważa i potocznie mówi. Działa według tego, co czuje. A z drugiej strony baliśmy się, co będzie dalej, szczególnie w perspektywie powrotu żony do pracy. Jak będzie zasypiać z nianią? Nieśmiałe próby „oduczenia” Karolci zasypiania przy piersi zostały głośno oprotestowane, więc zaufaliśmy naszemu dziecku i pozwoliliśmy jej zasypiać tak, jak sobie tego życzyła. Okazało się, że Karolka od razu znalazła wspólny język z nianią i południowe drzemki nie są problemem. Wieczorem natomiast rytualne tulenie do cycusia wycisza ją i pozwala bezpiecznie zasnąć. Co ciekawe, teraz, w wieku 16 miesięcy z dnia na dzień Karolka powoli SAMA rezygnuje z piersi, coraz częściej wybiera ramię Mamy do przytulenia przed snem. To nam pokazuje, że sama do tego dojrzała, że przyszedł odpowiedni czas. Cieszymy się, że zaufaliśmy intuicji i oszczędziliśmy jej drastycznego oduczania od tego, czego potrzebowała. Jednocześnie widzimy, że zaspokojenie tej potrzeby bliskości w tamtym czasie owocuje teraz tym, że Karolinka naturalnie się usamodzielnia. Nie tylko w zasypianiu, ale i w wielu innych dziedzinach życia. Jest odważna, ciekawa świata, niczego się nie boi.

Również na własnej skórze przekonaliśmy się o niesłuszności stwierdzenia, które wciąż słyszeliśmy: „Nie noście jej tyle, bo się przyzwyczai”. Przez pierwsze miesiące życia staraliśmy się jak najwięcej nosić nasz Skarb, zapewniać jej jak najwięcej kontaktu fizycznego. I co? Jak tylko zaczęła się sama przemieszczać – raczkować, poznawanie świata tak ją pochłonęło, że nie chciała już słyszeć o noszeniu na rękach, nie przyzwyczaiła się. Wręcz przeciwnie, jest ciągle zajęta własnymi sprawami, chętnie eksploruje świat, wyrosła na pewną siebie, odważną dziewczynkę . Tylko od czasu do czasu przybiega do nas przytulić się i „naładować baterie”: przylega mocno do nas całym ciałkiem, wtula głowę, wsłuchuje w bicie serca albo obejmuje za szyję i zasypuje całusami, po czym wraca do swoich spraw. Całą sobą jest otwarta na poznawanie świata, bo nosi w sobie pewność, że Mama i Tata zawsze zareagują, gdy ich będzie potrzebować. To jedyna rzecz, do której się „przyzwyczaiła”.

Bartek, tata 16-miesięcznej Karoliny