Problemy z karmieniem piersią

Jestem mamą dwójki dzieci. Zarówno córka, jaki i syn byli karmieni piersią. Julia przez dwanaście miesięcy, Wojtuś przez czternaście.
To, że będę karmić swoje dzieci w ten sposób, było dla mnie oczywiste od chwili, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Traktowałam ten fakt jako wyraz mojej odpowiedzialności za zdrowie i prawidłowy rozwój dzieci. Obłożyłam się fachowymi poradnikami i czasopismami dla rodziców. Teorię miałam opanowaną do perfekcji. Ale życie postawiło mnie przed problemem, o którym dziesięć lat temu nie mówiło się zbyt wiele. Oba moje małe ssaki od początku świetnie wiedziały do czego służą mamine piersi. Wszystko układało się rewelacyjnie, niemal książkowo. Do około 6–8 tygodnia po porodzie... Wówczas dzieci przybierały sporo na wadze, a ja zauważałam zmniejszenie ilości pokarmu.


Za pierwszym razem wpadłam w panikę. Zadawałam sobie pytania: Jak to się dzieje, że dziecko bez przerwy trzymam przy piersi, a jest wyraźnie głodne? Co się stało, że nie mogę odciągnąć odrobiny pokarmu?. Od osób z zewnątrz (głównie doświadczonych babć, mam i ciotek) zaczęłam dostawać „dobre rady”, a nawet musiałam wysłuchiwać reprymend. Usłyszałam, że głodzę dziecko i powinnam jak najszybciej podać butlę. Przecież przy małym biuście na pewno mam mało pokarmu i szkodzę córeczce.
Bardzo tę sytuację przeżywałam. Stres, łzy i poczucie, że się nie sprawdziłam jeszcze pogarszały sprawę. Opowiedziałam o moich problemach i wątpliwościach pielęgniarce z przychodni rejonowej. Miałam dużo szczęścia, bo trafiłam na kompetentną osobę, a prywatnie mamę czwórki „piersiowych” dzieci. Pani Małgosia cierpliwie wysłuchała moich żalów. A następnie powiedziała coś, co zapamiętałam na zawsze: Piersi to tylko "przekaźnik", tak naprawdę kobieta "karmi głową". Jeśli uwierzysz, że możesz wykarmić swoje dziecko i nie ma żadnych przeszkód zdrowotnych, to tak właśnie się stanie! Twoja wiara we własne siły i kompetencje jako matki jest najlepszym lekarstwem na wiele problemów, z jakimi spotkasz się w macierzyństwie. Wytłumaczyła mi, że w trakcie karmienia zdarzają się kryzysy laktacyjne. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Spokój, zioła mlekopędne, przyjmowanie płynów, prawidłowa dieta oraz 1–2 dni spędzone w łóżku z dzieckiem przy piersi potrafią zdziałać cuda. Potem rozmawiała jeszcze z moim mężem. Wyjaśniła mu jak ważne w takich chwilach jest jego wsparcie.


Miała rację! Gdy udało mi się trochę uporządkować myśli i wewnętrznie się wyciszyć (tu bardzo pomógł mi mąż, który przejął wiele obowiązków, był przy mnie i cały czas podtrzymywał na duchu!), problemy z brakiem pokarmu wyraźnie się zmniejszyły. A polecone przez panią Małgosię metody zdały egzamin w stu procentach!
Ta wiedza bardzo przydała mi się w czasie karmienia synka. Byłam zdecydowanie spokojniejsza i mądrzejsza. Wiara we własne siły i umiejętność wykorzystania tego, co podpowiadał instynkt sprawiły, że ani razu nie wpadłam w pułapkę „braku mleka”. Potrafiłam wychwycić już pierwsze sygnały nadchodzącego kryzysu i we właściwy sposób zareagować.


Do porad pani Małgorzaty mogę dodać jeszcze jedną, która u mnie świetnie zadziałała. W chwilach, gdy czułam, że z jakiegoś powodu mam mniej pokarmu, intensywnie nosiłam synka w długiej chuście. Bliskość dziecka, jego ciepło i zapach przepełniały mnie mnóstwem pozytywnych uczuć i emocji. A to przekładało się na zwiększenie laktacji.
Karmienie piersią stało się dla mnie wspaniałą, niezapomnianą przygodą. Z radością mogę powiedzieć o sobie, że uwielbiam karmić piersią. I z całego serca życzę tego samego wszystkim mamom!


Halina, mama 10-letniej Julii i 15-miesięcznego Wojtusia