Mama ma wychodne, czyli wieczór z tatą

Wspólny wieczór taty z dzieckiem to w naszym domu częsty rytuał. Mimo, że oboje z mężem uwielbiamy wspólnie zajmować się synkiem, mamy także swoje indywidualne zainteresowania i zajęcia, w czasie których opiekę przejmuje jeden rodzic. I o ile zajmowanie się dzieckiem przez mamę jest w naszym otoczeniu postrzegane jako coś powszechnego i normalnego, o tyle „męskie wieczory“ wywołują u znajomych co najmniej zdziwienie - jak to, tata sam z dzieckiem? I mały nie płacze? Jak oni sobie w ogóle radzą?

Otóż radzą sobie świetnie!

Taki „męski wieczór“ odbywa się przynajmniej dwa razy w tygodniu - kiedy idę na aerobik, spotykam się z koleżanką lub mam po prostu parę godzin tylko dla siebie.
Na początku tata sprawdzał skrupulatnie, czy aby wszystkie niezbędne „akcesoria“ są przygotowane i leżą w zasięgu ręki. W skład tej listy wchodziły przykładowo:

  • mleko i herbatka - łącznie z butelką i smoczkiem lub kubeczek,
  • stosik pieluszek, chusteczki, krem ochronny,
  • ubranka na przebranie oraz na noc,
  • zabawki - te grające, piszczące, świecące, nadające się do gryzienia, pchania lub ciągnięcia,
  • ręcznik, wanienka, płyn do kąpieli, myjka i zabawki kąpielowe,
  • chusta.

Po kilku tygodniach praktyki już nic nie jest w stanie moich panów zaskoczyć i są przygotowani na każdą ewentualność. Czy słońce czy deszcz, zima czy lato, zawsze udaje im się spędzić ciekawie te kilka godzin.

Do ulubionych zajęć należą obecnie:

  • budowanie wieży z klocków - a następnie ich burzenie,
  • wyciąganie ręczników z szuflady i układanie ich od nowa,
  • przejażdżki skrzynią z zabawkami - tu tata w roli silnika,
  • czytanie książeczek, oglądanie albumów ze zdjęciami,
  • oglądanie i targanie ulotek reklamowych z supermarketów,
  • rysowanie - syn póki co w roli obserwatora,
  • łaskotanie,
  • fikołki na łóżku,
  • udawanie samolotu,
  • podciąganie na drążku,
  • bitwy na poduszki,
  • wyglądanie przez okno - wraz z podnoszeniem i opuszczaniem rolet,
  • zabawa w chowanego i „a kuku“,
  • spacer po okolicy w poszukiwaniu piesków i innych atrakcji.

I jeszcze wiele, wiele innych...

Te „męskie wieczory" mają w naszym odczuciu same plusy:
Wychodząc z domu nie mam wyrzutów sumienia, że zaniedbuję dziecko - wręcz przeciwnie! Dbam o jego dobre relacje z tatą i pozwalam mu poznać inne formy zabawy,
Nie martwię się i nie zastanawiam się co się pod moją nieobecność dzieje - usłyszę potem szczegółową relację z przebiegu wieczoru.
Jestem spokojna i zrelaksowana bo wiem, że zostawiam razem zgrany duet ojca i syna. A dla obojga z nich jest to wieczór pełen wrażeń i emocji, odkrywania i poznawania siebie nawzajem.

I bardzo często po powrocie zastaję syna i tatę już słodko śpiących. A to chyba najlepszy dowód na to, jak świetnie się dogadują...

 

Rodzice rocznego Aleksandra