Kocham, bo noszę
Na forum, dotyczącym noszenia dzieci w chustach, przeczytałem napis NOSZĘ, BO KOCHAM. Fajne i prawdziwe. Myślałem o tym trochę i wyszło mi na to, że u mnie jest również odwrotnie – KOCHAM, BO NOSZĘ. Część kobiet pewnie tego nie zrozumie, bo od początku ma nieustanny kontakt z dzieckiem. Jednak, jako ojciec, byłem (i teraz jestem znowu po urodzinach drugiej córki) w całkiem innej sytuacji, niż matki.
Sen + praca zabiera 16. godzin. Zostaje 8., ale z nich i tak większość to karmienie piersią, sen/usypianie. Zostaje tyle czasu co nic. Pamiętam, że dopiero po kilku miesiącach (gdy Helena jadła już znacznie rzadziej) dostałem od żony nowe zadanie. Codziennie po pracy miałem nosić Helenę w chuście tak długo, jak się da. Mój rekord to 4,5 godziny. A wszystko po to, by żona mogła odpocząć. Helena na przemian spała i oglądała świat i mnie, a we mnie rodziła się miłość do niej. To jasne, że kochałem ją od początku. Jednak dopiero te codzienne godziny przytulania się, patrzenia na siebie, ta pełna odpowiedzialność za nią, to ciepło... Dopiero to sprawiło, że miłość gwałtownie wybuchła. Myślę, że "kocham, bo noszę" a przynajmniej "kocham aż tak bardzo, bo noszę".
Wiem, że część osób odpowie mi:
- "jesteś radykalny",
- "a mnie rodzice nie nosili, a się kochamy",
- "a mój mąż nie nosi, a świata poza dzieckiem nie widzi".
Ja wiem, że można bardzo kochać dzieci i ich nigdy nie nosić. Jednak ja pokochałem dzięki noszeniu znacznie mocniej. Myślę, że inni ojcowie też mogliby tego doświadczyć. Ja nikomu tego nie nakazuję, ja zwyczajnie wszystkim tego życzę.
Zbigniew, tata Heleny i Kaliny

Add A Comment