Budowanie Więzi
Kilka godzin po porodzie mój synek został zabrany na inny oddział. Konieczne było jego leczenie. Gdy przychodziłam go odwiedzać mogliśmy pobyć razem tylko przez chwilę. Pielęgniarki witały mnie u progu mówiąc, żeby absolutnie nie brać dziecka na ręce, bo właśnie je uśpiły/uspokoiły, bo znowu się rozpłacze. I tak siedziałam sobie obok własnego dziecka, czując się jak intruz, nie bardzo wiedząc, czy wolno mi w ogóle go dotknąć, czy tylko popatrzeć. Gdybym wtedy miała wiedzę, którą posiadam dziś, zachowywałbym się zupełnie inaczej.
Po kilku dniach synek wrócił na moją salę - jego stan poprawił się. Jednak nadal musieliśmy zostać w szpitalu. Udało mi się utrzymać laktację, choć przez kilka dni synek karmiony był sztucznie, karmiłam piersią. Każde karmienie trwało minimum godzinę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że synek m.in. w ten sposób nadrabia braki w bliskości, braki z poprzednich dni.
W szpitalu synek oczywiście spał ze mną, w domu czekało na niego łóżeczko, bo przecież „dziecko musi spać osobno”. Dziś już tak nie myślę... Pierwsze „domowe” karmienie i usypianie trwało dwie godziny. W końcu poddałam się - zrezygnowałam z odkładania do łóżeczka i zjadłam obiad z dzieckiem na ręku, przytulony do mnie spał spokojnie.
Większość prób odkładania do łóżeczka kończyła się wybudzaniem lub płaczem, do tego doszły jeszcze kolki. Więc synek dużo czasu spędzał u mnie na rękach, siedziałam z dzieckiem w fotelu, przytulając i kołysząc delikatnie.
Około półtora miesiąca po porodzie w końcu dotarło do mnie, że wcale nie muszę męczyć się każdej nocy z odkładaniem i ponownym usypianiem dziecka. Zwykle jedno karmienie do czasu zaśnięcia trwało około 1,5 godziny. Później godzina mojego snu i zaczynaliśmy od nowa. Pewnego dnia po prostu pozwoliłam dziecku zasnąć przy mnie i nie próbowałam nawet odkładać go do łóżeczka. Od tamtej pory zaczęłam się wysypiać!
Synek jakiś czas temu skończył rok, cały czas śpi z nami, nie bronię mu bliskości, nie zmuszam do samodzielności. Niczego nie przyspieszam. Uważam, że na wszystko przyjdzie czas. Jedne dzieci są gotowe do samodzielnego spania, kiedy mają kilka tygodni, inne po drugich czy trzecich urodzinach. To samo dotyczy innych aspektów bliskości, jak chociażby noszenie w chuście.
To rodzice powinni najlepiej znać swoje dziecko i to oni powinni wiedzieć, kiedy dziecko jest gotowe na kolejny krok rozwoju, krok do samodzielności. Szkoda tylko, że nie każdy w ten sposób podchodzi do kwestii rodzicielstwa, że dla niektórych rodziców ważniejsza od faktycznych potrzeb dziecka jest własna wygoda czy opinia rodziny lub koleżanek.
Kasia, mama Grzesia (13 miesięcy)
